przy Oddziale PTTK Ziemi Gliwickiej

Klub Krajoznawstwa i Ochrony Przyrody

Sylwester w lesie, czyli jak żegnaliśmy rok 2014

Sylwester w lesie, czyli jak żegnaliśmy rok 2014
Jedenastoosobowa grupa miłośników przyrody, w tym siedmioro
klubowiczów i cztery sympatyczki, wybrała się na wycieczkę do rezerwatu przyrody
o nazwie Las Dąbrowa. Pogoda, zamówiona dzień wcześniej, prezentowała
nieskazitelny błękit nieba oraz takąż biel śniegu skrzącego się na polu w
promieniach bladawego wprawdzie, ale już mocniej przygrzewającego słońca.
Najpierw szło się, pod przewodnictwem obeznanych w terenie panów Leona i
Piotra, przez wydeptane ścieżki zagajników, potem polem biegnącym z otwartej
strony aż po horyzont, a pokonywanym przez grupę turystyczną w poprzek jako
skrót pomiędzy jednym a drugim ramieniem lasu, maszerującą mozolnie, bo jak
gdyby po przykrytych śniegiem malutkich pagórkach utworzonych przez
zamarznięte, olbrzymie bruzdy.
Aż wreszcie osiągnęliśmy las właściwy, gdzie śnieg w wielu miejscach był
pracowicie rozkopany przez wygłodniałych mieszkańców tego zimowego
uroczyska, ukazując wydobyte na wierzch brązowe plamy podłoża przykrytego
uschłymi liśćmi. Brnęliśmy tak czas jakiś za prowadzącymi jak za panią matką , aż
wyrosła tuż przed nami jak wyczarowana całkiem zgrabna i nieźle „umeblowana”
wiata, w sam raz na cel mający zwieńczyć wędrowanie.
Najpierw zapobiegliwa super organizatorka, Ola, położyła na ławy grubą
folię, zaś anielska Gabrysia o troskliwym sercu przykryła stół pięknym wzorzystym
obrusem, a potem powędrowały na blat po kolei wszystkie dary, czyli co kto
przyniósł na leśną, sylwestrową biesiadę: szampany, nalewki, termosy z gorącą
herbatą, ciasta domowe i sklepowe, czekoladki oraz inne wyroby deserowej
galanterii. Naczynia do konsumpcji, aczkolwiek z materiału lekkiego do dźwigania
i nietłukące były w najlepszym gatunku zarówno pod względem tworzywa jak i
wzornictwa, dziś uporczywie zwanego dizajnem. Z baloników przeznaczonych do
udekorowania wiaty, udało się nadmuchać tylko trzy, ponieważ w tak mroźnej aurze
nie wszystkie miechy pompujące powietrze osiągały odpowiednią moc. Ale i te trzy
balony dodały uroku całemu przedsięwzięciu wspomagane zresztą przez inne
atrybuty sylwestrowe takie jak karnawałowe maseczki; każda w innym kolorze na
poszczególnej parze oczu, a także świeczki i fajerwerki. Do degustacji wykwintnych
płynów poza ustrojowych średnio „oktanowych” oraz konsumpcji świątecznych
przysmaków przystąpiono żwawo i ochoczo. Toasty sypały się na przemian nie
zawsze unikając zderzeń, przeplatane anegdotami i kolędowaniem tak gromkim, że
las odpowiadał echem, trochę jednak ciszej, by nie płoszyć zwierzyny.
Po hożym, acz niespiesznym uwinięciu się z darami bożymi w postaci stałej i
płynnej oraz wystarczającym wyładowaniu energii, leśni goście szykując się do
odwrotu pozbierali grzecznie wszystkie przyniesione elementy trwałe,
pozostawiwszy na stole jedynie garść okruchów dla fruwającej braci mniejszej.
Maszerowanie w drodze powrotnej przypominało tyralierę, co spowodowało
zgubienie się jednej z uczestniczek, ale zmartwienie było zjawiskiem przejściowym,
bo zguba wysforowawszy się do przodu, pierwsza „osiągnęła szczyt”, czyli
przystanek autobusowy, gdzie zarezerwowała miejsca stojące dla całej grupy.
Aneks (w punktach) do powyższego raportu, w którym dla zachowania właściwej
dynamiki opisu pominięto niektóre zdarzenia na kolejnych etapach marszu:
1. W czasie wędrówki dwie osoby zgubiły maseczki karnawałowe, które
każdy miał umocowane na czapce, aby w czasie jazdy autobusem
zdecydowanie wyróżniać się wśród innych pasażerów.
2. Dwukrotnie przeprawiano się przez nieduże cieki wodne wyposażone w
niezbyt bezpiecznie wyglądające kładki z gałęzi, jednakowoż przeszkody
zostały pokonane bezwypadkowo , jak również bez większego trudu.
3. Przy ustalaniu kierunku marszruty na rozdrożach nie było pełnej zgody
wśród dowództwa, a rozstrzygnięciem stawał się moment, gdy któryś z
decydentów z determinacją ruszał z miejsca realizując własną opcję i
pociągając za sobą chcących i niechcących.
4. Osób znających doskonale odwiedzane tereny było więcej niż dwie
wymienione w sprawozdaniu, ale dla zwięzłości tekstu sprawozdawca
musiał tu i ówdzie dokonać skrótów.
5. Po drodze, mijając innych turystów i spacerowiczów, grupa wycieczkowa
zachowywała się bardzo kulturalnie zagadując do spotkanych nadzwyczaj
przyjaźnie, a już w najmniejszym nawet stopniu nie stresując ich.
6. Cała wędrówka do wiaty obiecanej była rejestrowana przez kilkoro prawie
zawodowych fotografów i kamerzystów oraz paru nieleniwych posiadaczy
komórek.
7. Podczas biesiadowania we wiacie, przechodzący obok: mężczyzna,
kobieta i pies , zostali zaproszeni na mały poczęstunek w postaci trunku i
ciasta, co zostało przyjęte z ochotą i wdzięcznością jednak tylko częściowo,
bowiem przyjęcia poczęstunku dla psa, podobno będącego na diecie
bezcukrowej, odmówił w jego imieniu mężczyzna.
8. Gdy temperatura świętowania osiągnęła odpowiedni poziom, czyli po
kilku głębokich toastach, ktoś rzucił hasło , by wypić ogólny bruderszaft,
które to hasło aplauzem powitane i żwawo wykonane, zostało
natychmiast całkowicie zapomniane.
Opis sporządziła A. Piętka, zdeklarowana i nieugięta sympatyczka Przyrody oraz jej
Miłośników zrzeszonych w Klubie
Pozostałe dane łącznie z adresem do wiadomości Ścisłego Grona Klubowiczów


Zdjęcia Jadwiga Szandar

Free Joomla Lightbox Gallery