ODDZIAŁ PTTK

ZIEMI GLIWICKIEJ

 

W naszym kraju jest wiele rzek, które wspaniale nadają się na kajakowe spływy. Najwięcej ich jest w Polsce północnej, m.in. na Suwalszczyźnie i Pomorzu. Któż z wodniaków nie zna tak popularnych szlaków, jak Czarna Hańcza, Krutynia, Drwęca, Rospuda czy płynąca z Borów Tucholskich Brda i Wda? Są nadto szlaki kajakowe jeziorne, które tworzą tzw. pętlę, gdzie start oznacza również metę. Najbardziej znane to północna pętla mazurska z jeziorem Mamry i południowa, z jeziorem Śniardwy. Popularna jest kajakowa pętla kaszubska z Chmielnika i brodnicka z Bachotka. Na mapach krajoznawczych szlaki kajakowe oznaczane są kropkami. Wiele z nich ma opracowanie w postaci przewodnika, który ułatwia płynięcie, informując o mijanych miejscowościach, zabytkach, przeszkodach i miejscach biwakowych.

Jedną z nielicznych rzek, które nie płyną na północ jest Wkra, duży dopływ Narwi. W tym roku, a pływam od wielu lat, postanowiłem wziąć się za bary z mazowiecką Wkrą. Przygodę z rzeką można rozpocząć od Działdowa. Ja zacząłem od wioski Drzazga.

Problemem pierwszorzędnej wagi jest dobór miejsca wodowania w połączeniu z wypożyczalnią kajaków (chyba, że się wiezie własny). Rzek, na których są wypożyczalnie jest coraz więcej, bo w społeczeństwie jest coraz większa zdrowa moda na czynną rekreację i kontakt z przyrodą. Z kolei właścicielom sprzętu wodnego daje szansę zarobkowania, zwłaszcza na terenach oddalonych od miast i przemysłu, gdzie łatwiej o pracę.

Z internetu wśród wielu propozycji wybrałem gospodarstwo agroturystyczne w Rydzynie Włościańskim. Pociągiem TLK relacji Katowice-Olsztyn dojechałem do Mławy. Akurat trafiłem na sierpniowe upały. Trudno. Z nielekkim bagażem dobiłem do miasteczka o nazwie Strzegowa, skąd zostałem odebrany. Trzeba zaznaczyć, że turysta kajakowy musi mieć wszystko co jest niezbędne do spływu – by być niezależnym od ludzi. W to wlicza się namiot, śpiwór, karimatę, zapas jedzenia, palniczek z mini butlą gazową do gotowania potraw, odzież na różne warunki pogodowe, sprzęt typu apteczka, latarka, reperaturka, no i oczywiście mapa oraz zapas wody.

Moja przygoda z Wkrą trwała sześć dni. Jest to rzeka urokliwa, z niezbyt szybkim nurtem, w miarę dziewicza. Na szlaku można było napotkać sporo wyśmienitych miejsc na odpoczynek lub rozbicie namiotu. Problemem bywają tzw. przenoski, gdy na trasie spływu zaistnieją przeszkody w postaci jazu, tamy, małej elektrowni wodnej, bystrz (w miejscach, gdzie rwący nurt powodują zalegające głazy) czy tarasujących rzekę zwalonych drzew (często dzieła bobrów). Na Wkrze było ich siedem. Ale gdy postępuje się roztropnie to taka przeszkoda uatrakcyjnia spływ. Przy mokradłach lub pastwiskach inną „atrakcją” bywają ataki bąków, a wieczorem komarów.

Płynąc czystą rzeką oczy napawają się pięknem przyrody – rozlicznym kwieciem, które porasta brzegi i wodę. Co jakiś czas widać kroczące po łąkach bociany, czaple, żurawie i inne ptactwo, jak np. jaskółki – brzegówki, a na wodzie łabędzie rodziny i liczne dzikie kaczki. Tu i ówdzie widać dzieła wodnych architektów, bobrów. Zdumiewa ich siła zębów w podgryzaniu nawet większych drzew. A propos aprowizacji trzeba pamiętać o uzupełnianiu płynów i zakupach pieczywa. Sporadycznie spotykałem na Wkrze przybrzeżne bary, gdzie w razie potrzeby istnieje możliwość spożycia posiłku. Podczas spływu udało mi się zwiedzić piękny gotycki kościółek w Sochocinie, a nawet w pustej świątyni zaśpiewać sakralną pieśń.

Im bliżej ujścia, tym więcej dostrzegałem domków letniskowych i-jako, że trafiłem na upały wiele osób, w tym całych rodzin, taplających się w wodzie lub leżakujących nad rzeką. Największy „wysyp” ludzi chłonnych wody i kąpieli zobaczyłem w znanej miejscowości letniskowej Pomiechówek. Tu najczęściej kajakowe grupy kończą spływ. Ja, kajakarz indywidualista, postanowiłem jeszcze kilka godzin popłynąć, tj. do wpływu rzeki do Narwi (k. Nowego Dworu Mazowieckiego) i kawałek Narwią do plaży miejskiej w Modlinie.

Sześć dni na wodzie to w przeliczeniu na kilometraż 150 km. Wspaniała tegoroczna kajakowa przygoda szczęśliwie zakończyła się sukcesem. Szkoda, że czas tak szybko leci. Ale Wkra na trwale zostanie w mojej pamięci. Tą rzeką zaliczyłem 40-ty spływ kajakowy w moim życiu (bacząc na mój niemłody wiek). Pozostaje kolejne pragnienie, by za rok pokajakować inną fajną rzeką, których w Polsce nie brakuje.

1

Spływ kajakowy na Wkrze w upalne dni 3-8 sierpień 2015

 

2

Super biwak na prywatnej działce

 

3

Oto bohater samotnego spływu Wkrą, na Mazowszu, czyli Jan Maria Dyga, który przewiosłował 150 km w 6 dni, z ujściem Wkry do Narwi i metą w Modlinie.

 

Tekst i foto: Jan Maria Dyga